Zaznacz stronę

Zamarzył nam się bal. Bal z prawdziwego zdarzenia – panie w długich sukniach, panowie w garniturach ( uznaliśmy, że smokingi byłyby kłopotliwe do zdobycia), pięknie nakryte stoły – świece, kwiaty, lustra. Dobra orkiestra i taneczne przeboje. Chciałam uniknąć sytuacji, gdy elegancko ubrane kobiety w butach na obcasach i w sukniach z trenem wiją się niezgrabnie pod sceną na której gra rockowy zespół. Dobry, ale nie na te okazję. A proszę mi wierzyć, niektóre osławione „bale” tak właśnie wyglądały – liczyło się praktycznie tylko wejście a właściwie zejście po schodach na salę. Wtedy fotoreporterzy robili zdjęcia, wtedy kobiety bądź pary pozowały prezentując ekskluzywne, często bardzo drogie sunie i dodatki i właściwie na tym balowa elegancja się kończyła. Często w ścisku i na stojąco, przy wysokich stolikach, których zdobycie było równie trudne co zdobycie leżaka nad basenem w szczycie sezonu w all inclusive, rozmawiało się przekrzykując się wzajemnie, bo był hałas. Nauczona na cudzych błędach chciałam balu na ludzka skalę. Chwała Bogu, ze trafiłam na grupę kilku pań, które także chciały tego samego i z entuzjazmem rzuciłyśmy się do pracy. Nie miałyśmy doświadczenia, ale od czego jest wyobraźnia i książki? Oczywiście przewertowałam moją ulubioną autorkę Hannę Szymanderską – znajdzie się u niej zawsze jakaś ciekawa historia albo zwyczaj, który warto przywołać.

Orkiestra to podstawa- bardzo dobrą znałam od lat. Zespół Artura Grodzińskiego ma świetnych muzyków i razem z solistką Miłką Małecką są w stanie zagrać i zaśpiewać wszystko tanecznie, sentymentalnie, patriotycznie i na każdą inną nutę. Jeszcze tylko wodzirej, kotyliony, loteria, maski- bo zgodnie z pomysłem Krzyśka Skowrońskiego prezesa SDP miał to być bal maskowy, dekoracje kwiatowe i świece, zdjęcia bali przedwojennych z Narodowego Archiwum Cyfrowego , stanowisko dla hostess, hostessy, alkohol, menu, stoły, nakrycie….. do ostatnich chwil sprawdzałam jeszcze rozsadzenie gości, ustawienie banerów reklamowych, wystrój holu. W końcu Krzysztof z którym prowadziłam bal powiedział, żebym poszła się ubrać, bo przecież w dżinsach gości nie przyjmę No fakt. Zbiegałam, w sukni gdy wchodzili już pierwsi uczestnicy balu. Coś wyjątkowego jest w takich imprezach. Ludzie są ładnie ubrani, wchodzą z pewnymi zaciekawieniem, są bardziej uroczyści, cieszą się ze spotkania. Zadaniem gospodarzy jest, by zapomnieli o codzienności, by przestrzeń sali balowej była dla nich przez te kilka godzin całym światem. Światem pięknym i wytwornym, światem elegancji i uprzejmości, takim, gdzie damie podaje się rękę i prowadzi na parkiet. Tańczyliśmy do upadłego, bardzo dobrze wypadł walc kotylionowy, gdzie każdy trafiał na losowo wybraną osobę i z nią tańczył. Jedzenie było znakomite a pyszne mołdawskie wino delikatnie szumiało w głowach. Było uroczo.

Z żalem przywitaliśmy północ, bo wraz z nią pojawił się wniesiony na wielkiej tacy śledź i rozpoczął się Wielki Post. Zgodnie z naszym założeniem umilkła muzyka, zeszliśmy z parkietu i zaczęły się rozmowy, które przeciągnęły się do późnej nocy. Za rok znowu robimy Bal na Foksal. Życie jest takie krótkie, a skoro właściwie nie mamy wpływu na jego długość, zadbajmy, by było pięknie przeżyte.